Właśnie byłem w teatrze
Regulamin forum
Info: tematy możliwe do przeglądania przez gości forum, dostępne indeksowanie dla bootów typu Google.
Info: tematy możliwe do przeglądania przez gości forum, dostępne indeksowanie dla bootów typu Google.
- Dorian_Gray
- Posty: 2915
- Rejestracja: 18-07-2018 20:38:15
- Lokalizacja: Mazowsze
Re: Właśnie byłem w teatrze
ładny ten Marcin Mazurek
a ja zajrzałem na stronę Teatru Ateneum
i udało mi się kupić bilet na "Chamowo" (początek października)
a ja zajrzałem na stronę Teatru Ateneum
i udało mi się kupić bilet na "Chamowo" (początek października)
- Hebius
- Posty: 20462
- Rejestracja: 18-07-2018 12:20:10
- Lokalizacja: Kętrzyn
Re: Właśnie byłem w teatrze
Więzi rodzinne Daniela Gordona w reżyserii Justyny Celedy - spektakl na dziedzińcu kętrzyńskiego zamku w ramach Festiwalu Teatr Jaracza w Zabytkach Warmii i Mazur.
Czarna komedia na cztery aktorki, z których Alicję Kochańską nawet dość dobrze kojarzę, bo często przyjeżdża do Kętrzyna na czytanie sztuk w ramach teatru przy Stoliku. Teraz miałem okazję po raz pierwszy zobaczyć, jak radzi sobie na scenie i w roli wdowy po mężu-kutasie okazała się całkiem zabawna. Sama sztuka to lekka, przystępna rozrywka dla niewymagającej publiczności. W trakcie trzech krótkich aktów (całość trwała około 80 minut) obserwujemy cztery spokrewnione panie, matkę, dwie córki i wnuczkę w trakcie przygotowań do pogrzebu głowy rodziny, po powrocie z uroczystości i rankiem dnia następnego, i poznajemy łączące je skomplikowane relacje oraz nieobecnego nieboszczyka, który sprawdził się w swojej roli jedynie jako dziadek, a i to chyba też nie do końca.
Czarna komedia na cztery aktorki, z których Alicję Kochańską nawet dość dobrze kojarzę, bo często przyjeżdża do Kętrzyna na czytanie sztuk w ramach teatru przy Stoliku. Teraz miałem okazję po raz pierwszy zobaczyć, jak radzi sobie na scenie i w roli wdowy po mężu-kutasie okazała się całkiem zabawna. Sama sztuka to lekka, przystępna rozrywka dla niewymagającej publiczności. W trakcie trzech krótkich aktów (całość trwała około 80 minut) obserwujemy cztery spokrewnione panie, matkę, dwie córki i wnuczkę w trakcie przygotowań do pogrzebu głowy rodziny, po powrocie z uroczystości i rankiem dnia następnego, i poznajemy łączące je skomplikowane relacje oraz nieobecnego nieboszczyka, który sprawdził się w swojej roli jedynie jako dziadek, a i to chyba też nie do końca.
Siedząc po niskich brzegach babilońskiej wody,
A na piękne syjońskie wspominając grody,
Co nam inszego czynić, jedno płakać smutnie,
Powieszawszy po wierzbach niepotrzebne lutnie?
A na piękne syjońskie wspominając grody,
Co nam inszego czynić, jedno płakać smutnie,
Powieszawszy po wierzbach niepotrzebne lutnie?
- Hebius
- Posty: 20462
- Rejestracja: 18-07-2018 12:20:10
- Lokalizacja: Kętrzyn
Re: Właśnie byłem w teatrze
Żeby nam ten topik całkiem nie uświerkł (zanim nie zapomnę i się nie pochylę nad artykułem z Wyborczej o gównianych miasteczkach wydających połowę budżetu przeznaczonego na kulturę na gówniane imprezy masowe):

Byłem w czwartek w bibliotece, gdzie warunku (w czytelni dla dzieci i młodzieży jest scena) są prawie w sam raz na kameralne przedstawienia - z niewielką liczbą aktorów i minimalną scenografią. Pantera z Tindera to lekka komedia (właściwie nawet bardziej farsa) Jana Jakuba Należytego, dwuaktówka o poszukiwaniu miłości i trudnych relacjach w związkach. Autor (i aktor w jednym) jest w Kętrzynie znany z kilku wcześniejszych bytności, więc sala była pełna, tym razem nie tylko emerytek, ale też pań młodszych, a nawet panów młodszych, trzydziesto- czy czterdziestoletnich, niejednokrotnie całkiem atrakcyjnych (była też wśród zgromadzonej setki publiczności chyba jedna osoba poniżej lat dwudziestu - tak sądząc po głosie, bo siedziała sześć rzędów za mną i nie przyjrzałem się). Należytemu partnerowała Ewa Romaniak i oboje stworzyli całkiem udany duet, zapewniając zgromadzonym blisko dwie godziny (18:00-19:45 - z kwadransem przerwy pomiędzy aktami na zmianę kostium) może i niewyszukanej, ale całkiem przyjemnej rozrywki.

Byłem w czwartek w bibliotece, gdzie warunku (w czytelni dla dzieci i młodzieży jest scena) są prawie w sam raz na kameralne przedstawienia - z niewielką liczbą aktorów i minimalną scenografią. Pantera z Tindera to lekka komedia (właściwie nawet bardziej farsa) Jana Jakuba Należytego, dwuaktówka o poszukiwaniu miłości i trudnych relacjach w związkach. Autor (i aktor w jednym) jest w Kętrzynie znany z kilku wcześniejszych bytności, więc sala była pełna, tym razem nie tylko emerytek, ale też pań młodszych, a nawet panów młodszych, trzydziesto- czy czterdziestoletnich, niejednokrotnie całkiem atrakcyjnych (była też wśród zgromadzonej setki publiczności chyba jedna osoba poniżej lat dwudziestu - tak sądząc po głosie, bo siedziała sześć rzędów za mną i nie przyjrzałem się). Należytemu partnerowała Ewa Romaniak i oboje stworzyli całkiem udany duet, zapewniając zgromadzonym blisko dwie godziny (18:00-19:45 - z kwadransem przerwy pomiędzy aktami na zmianę kostium) może i niewyszukanej, ale całkiem przyjemnej rozrywki.
Siedząc po niskich brzegach babilońskiej wody,
A na piękne syjońskie wspominając grody,
Co nam inszego czynić, jedno płakać smutnie,
Powieszawszy po wierzbach niepotrzebne lutnie?
A na piękne syjońskie wspominając grody,
Co nam inszego czynić, jedno płakać smutnie,
Powieszawszy po wierzbach niepotrzebne lutnie?
- Achim
- Posty: 1636
- Rejestracja: 13-07-2019 19:29:55
- Lokalizacja: Wrocław
Re: Właśnie byłem w teatrze
„MTV. Hity z satelity „ Teatr Dramatyczny im. Szaniawskiego w Wałbrzychu
Jeśli pamiętacie takich Artystów, jak Kora, Ciechowski, George Michael, Prince, Whitney Houston, Michael Jackson, to jest to dla Was pozycja obowiązkowa !
Najnowsza premiera wałbrzyskiej sceny w reżyserii Tomasz Jękota to barwna, kampowa, nostalgiczna, wzruszająca , ale żywa i energetyczna rzecz o zbiorowej pamięci, ukształtowanej przez MTV. Monologi Paula Kinga/ w liczbie mnogiej/ przypominają tamte czasy : erę Reagana i Thatcher, ale i Lady Diany. Aktorzy śpiewają i tańczą pod choreograficzną batutą Doroty Furmaniuk, a widzowie nie mogą usiedzieć na miejscach , bo porywa ich energia bijąca ze sceny !
Jeśli pamiętacie takich Artystów, jak Kora, Ciechowski, George Michael, Prince, Whitney Houston, Michael Jackson, to jest to dla Was pozycja obowiązkowa !
Najnowsza premiera wałbrzyskiej sceny w reżyserii Tomasz Jękota to barwna, kampowa, nostalgiczna, wzruszająca , ale żywa i energetyczna rzecz o zbiorowej pamięci, ukształtowanej przez MTV. Monologi Paula Kinga/ w liczbie mnogiej/ przypominają tamte czasy : erę Reagana i Thatcher, ale i Lady Diany. Aktorzy śpiewają i tańczą pod choreograficzną batutą Doroty Furmaniuk, a widzowie nie mogą usiedzieć na miejscach , bo porywa ich energia bijąca ze sceny !
Es gibt ein Leben und ich lebe es . Romy Schneider.
- Achim
- Posty: 1636
- Rejestracja: 13-07-2019 19:29:55
- Lokalizacja: Wrocław
Re: Właśnie byłem w teatrze
„ Deus Sex Machina“
Wrocławski Teatr Wspólczesny
Duet Agnieszka Jakimiak i Mateusz Atman, który zachwycił kilka lat temu w WTW brawurowym „ Chamstwem” tym razem wziął na warsztat temat sztucznej inteligencji . Pierwsza część nieznośnie statyczna to dialogi samotnego wiejskiego uzdrowiciela/ Tomasz Tatranta/ z lalką- obiektem seksualnym, obdarzoną Al. Nudne to jest niemożebnie, więc chciałem WTW po przerwie opuścić, ale Mój Partner ma niezbadane pokłady cierpliwości, więc zostaliśmy. W części drugiej fantastyczne aktorki WTW wcielają się w rolę seks-lalek, instruujących robota o imieniu Emma o edukacji seksualnej, a nawet poddają go/ją ? badaniu ginekologicznemu wziernikiem. Są tu momenty śmieszne, są ironiczne, ale całości to niestety nie uratuje. Miejsce robotów seksualnych ze sztuczną inteligencją nie jest jednak w teatrze.
Wrocławski Teatr Wspólczesny
Duet Agnieszka Jakimiak i Mateusz Atman, który zachwycił kilka lat temu w WTW brawurowym „ Chamstwem” tym razem wziął na warsztat temat sztucznej inteligencji . Pierwsza część nieznośnie statyczna to dialogi samotnego wiejskiego uzdrowiciela/ Tomasz Tatranta/ z lalką- obiektem seksualnym, obdarzoną Al. Nudne to jest niemożebnie, więc chciałem WTW po przerwie opuścić, ale Mój Partner ma niezbadane pokłady cierpliwości, więc zostaliśmy. W części drugiej fantastyczne aktorki WTW wcielają się w rolę seks-lalek, instruujących robota o imieniu Emma o edukacji seksualnej, a nawet poddają go/ją ? badaniu ginekologicznemu wziernikiem. Są tu momenty śmieszne, są ironiczne, ale całości to niestety nie uratuje. Miejsce robotów seksualnych ze sztuczną inteligencją nie jest jednak w teatrze.
Es gibt ein Leben und ich lebe es . Romy Schneider.
- Pedał_w_szlafroku
- Posty: 457
- Rejestracja: 17-11-2025 10:22:02
- Lokalizacja: Foyer
Re: Właśnie byłem w teatrze

Paweł Demirski, Mam coś w głębi nie do przedstawienia. HAMLET
Reż. Remigiusz Brzyk, Narodowy Stary Teatr
Kiedy trzy lata temu oglądałem dość senny spektakl „Biesów” w Teatrze STU, na scenę i widownię (bo był wszędzie!) wpadł jakiś młody aktor z długimi włosami, pistoletem i obłędem w oczach – to był Kamil Pudlik w roli Piotra Wierchowieńskiego. Otworzyłem oczy ze zdumienia i pomyślałem: „co tu się stało?”. Krótko potem ogłoszono, że wchodzi do zespołu Starego Teatru. W „Małej Apokalipsie 20XX” nie miał pola do popisu, ale już dublura w „Salome” pokazała, że błyszczy na tle bardziej doświadczonych rówieśników. A teraz główna rola, Hamleta, choć nie jest to Hamlet Szekspira lecz Demirskiego. 27-latek uniósł ją. Zachwyca lekkością, świetnym kontaktem z publicznością, nie patrzy między rzędy, ale spogląda ludziom prosto w oczy, dyskutuje, drażni, pokpiwa, ironizuje. Tworzy portret człowieka czasów transformacji, urodzonego jeszcze w PRL, ale wchodzącego w dorosłość w neoliberalnej Polsce po 1989 roku. Odpowiedź na pytanie, kiedy było lepiej i dlaczego teraz niekoniecznie jest tak, jak powinno, to jeden z głównych tematów. Drugi to wyciągnięte z Szekspira i rozbudowane problemy na linii syn – ojciec (i ojczym) i przede wszystkim syn – matka. Gdzieś jednak kończy się wina nieobecnego ojca i nadopiekuńczej, zaborczej matki. Tym miejscem jest własne niezdecydowanie i chęć unikania decyzji. Krytycy trochę narzekają, ale cóż z tego, skoro dla mnie osobiście to ważny spektakl, choć dość bolesny, rozdrapujący jakieś blizny, dręczący wieloma pytaniami, ale to dobrze, po to przecież chodzimy do teatru.
- Pedał_w_szlafroku
- Posty: 457
- Rejestracja: 17-11-2025 10:22:02
- Lokalizacja: Foyer
Re: Właśnie byłem w teatrze
W. Shakespeare: Tragedyjo Hamleta, ksiyncia Dynymarku
Tłumaczenie na śląski: Mirosław Syniawa, reżyseria: Robert Talarczyk
Teatr Śląski w Katowicach

Z teatru wyszedłem wstrząśnięty. Długo chodziłem po ulicach Katowic, bo choć Hamletów widziałem już na scenie sześciu (plus drugie tyle filmowych), ten chyba najmocniej mną poruszył. Może dlatego, że po raz pierwszy od długiego czasu był to Szekspir na serio, zagrany po bożemu. Nareszcie nie było dopisywanych tekstów i historyjek, działań tych przeklętych dramaturgów (to taki nowy zawód teatralny), którzy uważają się za zdolniejszych od autorów. Było sto procent Szekspira. Po śląsku.
Miejsce akcji to nie zamek a kopalnia z pochylniami i wieżą wyciągową. Aktorzy w kostiumach stylizowanych na mundury górnicze. Powtarzającym się motywem były układy choreograficzne Eweliny Adamskiej-Porczyk, grającej jednocześnie Ofelię. Taniec w rytm mocnej metalowej nuty (łącznie z zachwycającym tańcem do „Roots Bloody Roots” Sepultury). I on, drobny synek ze Śląska, Paweł Kempa. W roli Hamleta jest trochę jakby sobą, szczerym chłopakiem, który chce pomścić ojca. Nie zanudza, nie obarcza świata (i widowni) pytaniami, nie cierpi. Raczej działa. Towarzyszą mu wielkie gwiazdy śląskiej (i nie tylko) sceny (i nie tylko sceny). Te wtręty w nawiasach, by móc wspomnieć, że w rozkosznej roli kopidołów (grabarzy) wystąpili dwaj rektorzy Uniwersytetu Śląskiego (obecny i były): prof. Ryszard Koziołek i prof. Tadeusz Sławek. Trudno o lepszą obsadę – panowie zapewnili widowni świetną zabawę dyskusjami przy kopaniu grobu dla Ofelii. Fortynbrasa zagrał zaś Krzysztof Głuchowski, dyrektor Teatru im. J. Słowackiego w Krakowie, ubrany w garnitur (którego normalnie chyba nigdy nie nosi) i jedyny mówiący czysto po polsku. To on zaprowadza nowe porządki. I piszę o tym tyle, bo właśnie końcówka Hamleta, gdy już na scenie leży stos zwłok, jest zazwyczaj minimalizowana, nikt jej nie zauważa. A w spektaklu Talarczyka jest inaczej. Fortynbras brutalnie wdziera się na scenę w towarzystwie mafijnie wyglądających chłopaków od czarnej roboty. Zaprowadzają nowe porządki. Ostatni, który przeżył, Horacjo, z górniczym kapeluszem na głowie, wciśnięty jest do szklanej gabloty jak eksponat. A muzycznym tłem jest… Rota, absolutny symbol polskości, co w tym kontekście boleśnie symbolizuje zdeptaną śląskość i jej prawo do własnego języka. No ale z drugiej strony, żadne weto żadnego prezydenta nie wymaże tego faktu, że tu, w Katowicach, jeden z kilku najważniejszych tekstów naszej cywilizacji jest grany właśnie po śląsku.
Jeśli czegoś nie rozumiem, to obsadzenie znakomitej aktorki w roli Poloniusza. Owszem, jest w tym pewna zabawa, że Grażyna Bułka gra ojca Laertesa, który jest grany przez Piotra Bułkę, czyli jej biologicznego syna (to jak w Edwardzie II, gdy Błażej Peszek grał żonę Edwarda II, granego przez Jana Peszka), ale chyba nie kupuję tej zamiany.
Tłumaczenie na śląski: Mirosław Syniawa, reżyseria: Robert Talarczyk
Teatr Śląski w Katowicach

Z teatru wyszedłem wstrząśnięty. Długo chodziłem po ulicach Katowic, bo choć Hamletów widziałem już na scenie sześciu (plus drugie tyle filmowych), ten chyba najmocniej mną poruszył. Może dlatego, że po raz pierwszy od długiego czasu był to Szekspir na serio, zagrany po bożemu. Nareszcie nie było dopisywanych tekstów i historyjek, działań tych przeklętych dramaturgów (to taki nowy zawód teatralny), którzy uważają się za zdolniejszych od autorów. Było sto procent Szekspira. Po śląsku.
Miejsce akcji to nie zamek a kopalnia z pochylniami i wieżą wyciągową. Aktorzy w kostiumach stylizowanych na mundury górnicze. Powtarzającym się motywem były układy choreograficzne Eweliny Adamskiej-Porczyk, grającej jednocześnie Ofelię. Taniec w rytm mocnej metalowej nuty (łącznie z zachwycającym tańcem do „Roots Bloody Roots” Sepultury). I on, drobny synek ze Śląska, Paweł Kempa. W roli Hamleta jest trochę jakby sobą, szczerym chłopakiem, który chce pomścić ojca. Nie zanudza, nie obarcza świata (i widowni) pytaniami, nie cierpi. Raczej działa. Towarzyszą mu wielkie gwiazdy śląskiej (i nie tylko) sceny (i nie tylko sceny). Te wtręty w nawiasach, by móc wspomnieć, że w rozkosznej roli kopidołów (grabarzy) wystąpili dwaj rektorzy Uniwersytetu Śląskiego (obecny i były): prof. Ryszard Koziołek i prof. Tadeusz Sławek. Trudno o lepszą obsadę – panowie zapewnili widowni świetną zabawę dyskusjami przy kopaniu grobu dla Ofelii. Fortynbrasa zagrał zaś Krzysztof Głuchowski, dyrektor Teatru im. J. Słowackiego w Krakowie, ubrany w garnitur (którego normalnie chyba nigdy nie nosi) i jedyny mówiący czysto po polsku. To on zaprowadza nowe porządki. I piszę o tym tyle, bo właśnie końcówka Hamleta, gdy już na scenie leży stos zwłok, jest zazwyczaj minimalizowana, nikt jej nie zauważa. A w spektaklu Talarczyka jest inaczej. Fortynbras brutalnie wdziera się na scenę w towarzystwie mafijnie wyglądających chłopaków od czarnej roboty. Zaprowadzają nowe porządki. Ostatni, który przeżył, Horacjo, z górniczym kapeluszem na głowie, wciśnięty jest do szklanej gabloty jak eksponat. A muzycznym tłem jest… Rota, absolutny symbol polskości, co w tym kontekście boleśnie symbolizuje zdeptaną śląskość i jej prawo do własnego języka. No ale z drugiej strony, żadne weto żadnego prezydenta nie wymaże tego faktu, że tu, w Katowicach, jeden z kilku najważniejszych tekstów naszej cywilizacji jest grany właśnie po śląsku.
Jeśli czegoś nie rozumiem, to obsadzenie znakomitej aktorki w roli Poloniusza. Owszem, jest w tym pewna zabawa, że Grażyna Bułka gra ojca Laertesa, który jest grany przez Piotra Bułkę, czyli jej biologicznego syna (to jak w Edwardzie II, gdy Błażej Peszek grał żonę Edwarda II, granego przez Jana Peszka), ale chyba nie kupuję tej zamiany.
- Pedał_w_szlafroku
- Posty: 457
- Rejestracja: 17-11-2025 10:22:02
- Lokalizacja: Foyer
Re: Właśnie byłem w teatrze
David Yazbek: TOOTSIE
Reżyseria: Magdalena Piekorz
Teatr Rozrywki w Chorzowie

Zabawny, lekki musical o tematyce teatralnej i aktorskiej.
Zbyt perfekcjonistyczny aktor nie może znaleźć pracy. Każdego reżysera wykańcza szczegółowymi uwagami i analizami roli. W końcu zostaje bez pracy. Gdy jednak pojawia się casting do roli niani w kontynuacji Romea i Julii, Michael idzie, oczywiście jako nadzwyczaj kobieca Dorothy.
Świetna rozrywka, bardzo dobrze zagrana, zaśpiewana i zatańczona. No właśnie, zatańczona... Jacy tam uroczy tancerze występują.
Nie ma niczego piękniejszego od tańca.
Reżyseria: Magdalena Piekorz
Teatr Rozrywki w Chorzowie

Zabawny, lekki musical o tematyce teatralnej i aktorskiej.
Świetna rozrywka, bardzo dobrze zagrana, zaśpiewana i zatańczona. No właśnie, zatańczona... Jacy tam uroczy tancerze występują.
- Achim
- Posty: 1636
- Rejestracja: 13-07-2019 19:29:55
- Lokalizacja: Wrocław
Re: Właśnie byłem w teatrze
" Hałas"
Wrocławski Teatr Lalek
Jeśli chcecie zobaczyć z teatrze coś pięknego, poruszającego, bardzo aktualnego i perfekcyjnie zrealizowanego, to polecam " Hałas" w Wrocławskim Teatrze Lalek. Adaptacja książki Małgorzaty Halber według scenariusza, w reżyserii, scenografii i mistrzowskim wykonaniu Agaty Kucińskiej z udziałem grającego na żywo Sambora Dudzińskiego to opowieść o tu i teraz : nadmiarze hałasu, bodźców, zmuszaniu nas do nieustannej, kompulsywnej aktywności i ucieczce od tego . Poza ważną tematyką przedstawienie Kucińskiej zachwyca środkami teatralnymi : lalki, muzyka, kontakt z widzem. " Hałas" to taka kameralna rozmowa z widzem : czuła, intymna i bardzo poruszająca
Wrocławski Teatr Lalek
Jeśli chcecie zobaczyć z teatrze coś pięknego, poruszającego, bardzo aktualnego i perfekcyjnie zrealizowanego, to polecam " Hałas" w Wrocławskim Teatrze Lalek. Adaptacja książki Małgorzaty Halber według scenariusza, w reżyserii, scenografii i mistrzowskim wykonaniu Agaty Kucińskiej z udziałem grającego na żywo Sambora Dudzińskiego to opowieść o tu i teraz : nadmiarze hałasu, bodźców, zmuszaniu nas do nieustannej, kompulsywnej aktywności i ucieczce od tego . Poza ważną tematyką przedstawienie Kucińskiej zachwyca środkami teatralnymi : lalki, muzyka, kontakt z widzem. " Hałas" to taka kameralna rozmowa z widzem : czuła, intymna i bardzo poruszająca
Es gibt ein Leben und ich lebe es . Romy Schneider.
- Pedał_w_szlafroku
- Posty: 457
- Rejestracja: 17-11-2025 10:22:02
- Lokalizacja: Foyer
Re: Właśnie byłem w teatrze
Jest rok 2033. Większość naszych sąsiadów przyłączyła się do Rosji lub to rozważa. Zostali tylko Polacy i Czesi, którzy postanawiają zawiązać Unię. Mało tego, grupa najwybitniejszych umysłów obu narodów (laureatka literackiego Nobla, infulencerzy, reżyser filmowy, ksiądz, naukowiec) postanawia udowodnić, że oba narody są w zasadzie jedną słowiańską wspólnotą. W spektaklu są odniesienia do wszystkich stereotypów o Czechach i Polakach, ironicznie przywoływane są wady, ale i zalety. Najważniejsza jest jednak świadomie konstruowana manipulacja, by oba narody uwierzyły, jak wiele je łączy. Profesor historii UJ (prawdziwy) omawia w nowych wspólnych polsko-czeskich mediach publicznych odkryty Zwój Cieszyński jasno dowodzący, że już w VI wieku oba narody były jednym ciałem. Szybko okazuje się też, że Fiodor Dostojewski jest największym polskim pisarzem. Na oczach widzów powstaje wspólny hymn a głównym wrogiem staje się Komensky 2.0 – ukryta w ciele młodej aktorki Sztuczna Inteligencja, która dziwnie przypomina w reakcjach ChataGPT. W budowaniu wspólnoty trudno w końcu orzec, czy należy iść w chrześcijaństwo, czy raczej w prasłowiańszczyznę, ale jeśli jednak w chrześcijaństwo, to czy bardziej odtworzy je czeski ksiądz czy polski gej.
To przezabawne political fiction (widownia pękała ze śmiechu) jest koprodukcją Teatru im. J. Słowackiego z Krakowa i Teatru Narodowego z Pragi – gra trójka aktorów krakowskich i czwórka praskich, zarówno w Krakowie jak i Pradze. Bardzo fajne przedstawienie, dowcipnie interpretujące nasze polsko-czeskie relacje. W zasadzie nawet wyświetlane tłumaczenie nie jest potrzebne.
Niespodziewane zwycięstwo Unii Polsko-Czeskiej w Trzeciej Wojnie Światowej
Scenariusz: M. Wojtyszko, reżyseria: J. Krofta
Teatr im. J. Słowackiego w Krakowie i Teatr Narodowy w Pradze

To przezabawne political fiction (widownia pękała ze śmiechu) jest koprodukcją Teatru im. J. Słowackiego z Krakowa i Teatru Narodowego z Pragi – gra trójka aktorów krakowskich i czwórka praskich, zarówno w Krakowie jak i Pradze. Bardzo fajne przedstawienie, dowcipnie interpretujące nasze polsko-czeskie relacje. W zasadzie nawet wyświetlane tłumaczenie nie jest potrzebne.
Niespodziewane zwycięstwo Unii Polsko-Czeskiej w Trzeciej Wojnie Światowej
Scenariusz: M. Wojtyszko, reżyseria: J. Krofta
Teatr im. J. Słowackiego w Krakowie i Teatr Narodowy w Pradze

- tafta
- Posty: 344
- Rejestracja: 06-06-2026 18:51:04
- Lokalizacja: PL
Re: Właśnie byłem w teatrze
Napisze ktoś recenzję "Naszej mamy Sinéad"? Jestem ciekaw, zwłaszcza Kasi Chlebny, a nie chciałbym wtopić jak na masakrycznie słabej "Sodomie", na której cierpiałem katusze i chciała ja uciekać, bo gorszego przedstawienie nie widziała ja od lat.


- Achim
- Posty: 1636
- Rejestracja: 13-07-2019 19:29:55
- Lokalizacja: Wrocław
Re: Właśnie byłem w teatrze
„ Dzień dziecka „
Teatr Układ Formalny we Wrocławiu
Rafał Pietrzak/ scenariusz/ teksty piosenek/ reżyseria i odtwórca jednej z dwóch ról/ konstruuje na scenie śmieszne, muzyczne widowisko . Sam gra brawurowo wszystkie, jakże różne męskie postaci, jak choćby jowialnego wuja z wesela czy adwokata w problemem. W tle są animacje z bajek rysunkowych, na scenie zabawki, bo dzieciństwo jest w tym spektaklu najważniejsze . W spektaklu są świetne, nośne piosenki. I jest to pierwsza warstwa, ta wesoła, ale jest, jak u Gogola : ” z czego się śmiejecie, sami z siebie się śmiejecie” . Druga warstwa „ Dnia dziecka” sprawia bowiem, że śmiech dławi w gardle, bo jest to poruszający obraz kondycji faceta, gdzie „ panta rei”, ale w alkoholu, trzeba zapierdalać, ale nie ma dbania o relacje/ zresztą jakie relacje?/, a to wszystko przenosi się w traumie międzypokoleniowej, zafundowanej przez rodziców. Wszystkie postaci kobiece, łącznie z umęczoną matką-ciotką- Polką fantastycznie gra i śpiewa Katrzyna Pietruska.
Świetna rozrywka, a przy tym poruszające, refleksyjne przedstawienie.
Teatr Układ Formalny we Wrocławiu
Rafał Pietrzak/ scenariusz/ teksty piosenek/ reżyseria i odtwórca jednej z dwóch ról/ konstruuje na scenie śmieszne, muzyczne widowisko . Sam gra brawurowo wszystkie, jakże różne męskie postaci, jak choćby jowialnego wuja z wesela czy adwokata w problemem. W tle są animacje z bajek rysunkowych, na scenie zabawki, bo dzieciństwo jest w tym spektaklu najważniejsze . W spektaklu są świetne, nośne piosenki. I jest to pierwsza warstwa, ta wesoła, ale jest, jak u Gogola : ” z czego się śmiejecie, sami z siebie się śmiejecie” . Druga warstwa „ Dnia dziecka” sprawia bowiem, że śmiech dławi w gardle, bo jest to poruszający obraz kondycji faceta, gdzie „ panta rei”, ale w alkoholu, trzeba zapierdalać, ale nie ma dbania o relacje/ zresztą jakie relacje?/, a to wszystko przenosi się w traumie międzypokoleniowej, zafundowanej przez rodziców. Wszystkie postaci kobiece, łącznie z umęczoną matką-ciotką- Polką fantastycznie gra i śpiewa Katrzyna Pietruska.
Świetna rozrywka, a przy tym poruszające, refleksyjne przedstawienie.
Es gibt ein Leben und ich lebe es . Romy Schneider.
- marcin
- Posty: 18822
- Rejestracja: 25-07-2018 22:48:12
- Lokalizacja: PL
Re: Właśnie byłem w teatrze
Achimie a ty wybierasz się tez czasem do teatrów do powiedzmy Warszawy czy raczej poruszasz się bardziej w obszarze Wrocław - Legnica? Pytam z ciekawości.
Jutro będzie nowy, długi dzień. Twój własny, od początku do końca. To przecież bardzo przyjemna myśl.
(Tove Jansson, "Tatuś Muminka i morze")
(Tove Jansson, "Tatuś Muminka i morze")
- Achim
- Posty: 1636
- Rejestracja: 13-07-2019 19:29:55
- Lokalizacja: Wrocław
Re: Właśnie byłem w teatrze
Wybieram, wybieram. Dolny Śląsk mam.po prostu nie codzien.
Es gibt ein Leben und ich lebe es . Romy Schneider.
- Pedał_w_szlafroku
- Posty: 457
- Rejestracja: 17-11-2025 10:22:02
- Lokalizacja: Foyer
Re: Właśnie byłem w teatrze
Dzisiaj powtórka!
O. Tokarczuk, Empuzjon
Teatr Śląski (koprodukcja z warszawskim T. Studio i wrocławskim Instytutem J. Grotowskiego), reż. R. Talarczyk
Pierwsza inscenizacja nowej powieści Tokarczuk. Horror przyrodoleczniczy i klimat dolnośląskiego sanatorium dla gruźlików udało się wzorowo przenieść na scenę. W głównej roli Mieczysława Wojnicza mój ulubiony katowicki aktor Michał Piotrowski. W roli Empuzji fenomenalny jak zawsze Mateusz Znaniecki.
Miałem rację, że to dobry spektakl. Wtedy siedziałem w połowie widowni, dzisiaj z bliska. Ten klimat niepokoju, lęku przed czymś nieznanym udzielał się jeszcze bardziej.

O. Tokarczuk, Empuzjon
Teatr Śląski (koprodukcja z warszawskim T. Studio i wrocławskim Instytutem J. Grotowskiego), reż. R. Talarczyk
Pierwsza inscenizacja nowej powieści Tokarczuk. Horror przyrodoleczniczy i klimat dolnośląskiego sanatorium dla gruźlików udało się wzorowo przenieść na scenę. W głównej roli Mieczysława Wojnicza mój ulubiony katowicki aktor Michał Piotrowski. W roli Empuzji fenomenalny jak zawsze Mateusz Znaniecki.
Miałem rację, że to dobry spektakl. Wtedy siedziałem w połowie widowni, dzisiaj z bliska. Ten klimat niepokoju, lęku przed czymś nieznanym udzielał się jeszcze bardziej.

- Dorian_Gray
- Posty: 2915
- Rejestracja: 18-07-2018 20:38:15
- Lokalizacja: Mazowsze
Re: Właśnie byłem w teatrze
Miron Białoszewski: CHAMOWO
Adaptacja: Mikołaj Grabowski
Reżyseria: Mikołaj Grabowski
Teatr Ateneum (Scena 20 na Wybrzeżu Kościuszkowskim)
Bardzo dobry spektakl. W skrócie: o tym jak Białoszewski oswajał się z nowym miejscem zamieszkania w jednym z gierkowskich bloków na Saskiej Kępie.
Wśród aktorów wyróżnił bym Dorotę Nowakowską,
która grała m.in. Matkę Mirona/Jadwigę Stańczakową/Urzędniczkę.
Byłby to wspaniały wieczór od początku do końca ale w połowie spektaklu
poczułem, że jest mi duszno. W pewnym momencie miałem wrażenie, że zaraz padnę z braku świeżego powietrza.
Jakoś to opanowałem ale jak skończył się spektakl z ulgą wyszedłem na zewnątrz.
Adaptacja: Mikołaj Grabowski
Reżyseria: Mikołaj Grabowski
Teatr Ateneum (Scena 20 na Wybrzeżu Kościuszkowskim)
Bardzo dobry spektakl. W skrócie: o tym jak Białoszewski oswajał się z nowym miejscem zamieszkania w jednym z gierkowskich bloków na Saskiej Kępie.
Wśród aktorów wyróżnił bym Dorotę Nowakowską,
która grała m.in. Matkę Mirona/Jadwigę Stańczakową/Urzędniczkę.
Byłby to wspaniały wieczór od początku do końca ale w połowie spektaklu
poczułem, że jest mi duszno. W pewnym momencie miałem wrażenie, że zaraz padnę z braku świeżego powietrza.
Jakoś to opanowałem ale jak skończył się spektakl z ulgą wyszedłem na zewnątrz.
- Achim
- Posty: 1636
- Rejestracja: 13-07-2019 19:29:55
- Lokalizacja: Wrocław
Re: Właśnie byłem w teatrze
"ŁAKNĄĆ " Tekst: Sarah Kane| REŻ. MICHAŁ BORCZUCH
Spektakl Dyplomowy Studentek i Studentów IV roku Wydziału Aktorskiego AST we Wrocławiu.
Bardzo cenie ten tekst i jest mi on znany i bliski. Świetni są też adepci wrocławskiego aktorstwa, którzy mogą w pełni zaprezentować swoje umiejętności aktorskie, muzyczne i ruchowe, natomiast ma problem z koncepcją reżyserską . Reżyser bowiem wymyślił,że pary aktorów/ wszystkie świetne/w obu aktach inscenizują ten sam tekst.
Spektakl Dyplomowy Studentek i Studentów IV roku Wydziału Aktorskiego AST we Wrocławiu.
Bardzo cenie ten tekst i jest mi on znany i bliski. Świetni są też adepci wrocławskiego aktorstwa, którzy mogą w pełni zaprezentować swoje umiejętności aktorskie, muzyczne i ruchowe, natomiast ma problem z koncepcją reżyserską . Reżyser bowiem wymyślił,że pary aktorów/ wszystkie świetne/w obu aktach inscenizują ten sam tekst.
Es gibt ein Leben und ich lebe es . Romy Schneider.
- Pedał_w_szlafroku
- Posty: 457
- Rejestracja: 17-11-2025 10:22:02
- Lokalizacja: Foyer
Re: Właśnie byłem w teatrze
Jak ja lubię takie popołudnia. Piękna pogoda, dobra pizza na Kazimierzu i wspaniały spektakl na mojej ulubionej Scenie Kameralnej...

Requiem dla snu na podstawie powieści Huberta Selby'ego Jr.
Reż. J. Skrzywanek,
Koprodukcja Narodowego Starego Teatru i Teatru Studio w Warszawie.
Spektakl nie jest adaptacją sceniczną słynnego i kultowego filmu Aronofsky’ego (pamiętam, jak mój chłopak zachęcał mnie do niego mówiąc, że "to taki film, po którym chce się popełnić samobójstwo"), ale jest o ćpaniu - narkotyków, mediów, jedzenia, seksu (gejowskiego i hetero) i o utracie marzeń. I choć jest często zabawny i śmieszny, nastraja pesymistycznie, bo każdy ze wspomnianych problemów jest nader aktualny (świetnie pokazuje to scena zamawiania narkotyków z ogłoszeń w Krakowie). Jest zachwycająca bliskość rozmów matki i syna (w roli Sary Goldfarb - Anna Radwan, której nigdy nie darzyłem nadzwyczajnym zachwytem, ale ta rola jest mistrzowska i zachwycająca; w roli syna fantastyczny Rob Wasiewicz - poprzednio widziałem go 9 lat temu w Warszawie w "Berlin. Alexanderplatz", mam do niego słabość, więc nie jestem obiektywny). Są bardzo mocne sceny współczesnych form seksu (wzajemna masturbacja przez kamerkę, wymuszony seks przemocą zawodową, seks za pieniądze) - sceny odważne, ale opakowane w świetną scenografię - na obrotowej scenie znajdują się trzy plany akcji - mieszkanie Sary, schody/scena i wielki ołtarz, który w miejscu obrazu jakiegoś świętego ma ekran, na którym obserwujemy część akcji. No i muzyka Marcina Maseckiego.
To trzecia w ostatnim czasie koprodukcja (po Empuzjonie i Unii Polsko-Czeskiej) - to chyba dobry kierunek. Takie mieszane zespoły nabierają nowej energii, mają jakieś nowe brzmienia. No i można każdy z takich spektakli oglądać w dwóch miastach.
Requiem dla snu na podstawie powieści Huberta Selby'ego Jr.
Reż. J. Skrzywanek,
Koprodukcja Narodowego Starego Teatru i Teatru Studio w Warszawie.
Spektakl nie jest adaptacją sceniczną słynnego i kultowego filmu Aronofsky’ego (pamiętam, jak mój chłopak zachęcał mnie do niego mówiąc, że "to taki film, po którym chce się popełnić samobójstwo"), ale jest o ćpaniu - narkotyków, mediów, jedzenia, seksu (gejowskiego i hetero) i o utracie marzeń. I choć jest często zabawny i śmieszny, nastraja pesymistycznie, bo każdy ze wspomnianych problemów jest nader aktualny (świetnie pokazuje to scena zamawiania narkotyków z ogłoszeń w Krakowie). Jest zachwycająca bliskość rozmów matki i syna (w roli Sary Goldfarb - Anna Radwan, której nigdy nie darzyłem nadzwyczajnym zachwytem, ale ta rola jest mistrzowska i zachwycająca; w roli syna fantastyczny Rob Wasiewicz - poprzednio widziałem go 9 lat temu w Warszawie w "Berlin. Alexanderplatz", mam do niego słabość, więc nie jestem obiektywny). Są bardzo mocne sceny współczesnych form seksu (wzajemna masturbacja przez kamerkę, wymuszony seks przemocą zawodową, seks za pieniądze) - sceny odważne, ale opakowane w świetną scenografię - na obrotowej scenie znajdują się trzy plany akcji - mieszkanie Sary, schody/scena i wielki ołtarz, który w miejscu obrazu jakiegoś świętego ma ekran, na którym obserwujemy część akcji. No i muzyka Marcina Maseckiego.
To trzecia w ostatnim czasie koprodukcja (po Empuzjonie i Unii Polsko-Czeskiej) - to chyba dobry kierunek. Takie mieszane zespoły nabierają nowej energii, mają jakieś nowe brzmienia. No i można każdy z takich spektakli oglądać w dwóch miastach.